Jak to zwykle bywa, muszę zaniemóc, by powrócić do pisania. Leżę więc pod kołderką z Tuptusia, popijam herbatkę z lipy, uwalniam opary z czosnku i nadrabiam rozpędzony czas. Bardzo mi tego brakowało, tak sobie myślę. I choć nie zaniedbuję autoterapii, to jednak pisanie jest jedną z moich ulubionych form transportu w głąb siebie, poza psim zaprzęgiem oczywiście. Od ostatniego…
Życie na biegunach
O życiu na wsi, o śmierci, o miłości i oczywiście o psach
Myślę sobie czasami, że za smutny jest ten mój blog, że za dużo w nim wzruszeń, rzewnych treści, za dużo w nim łez. Próbuję więc smutek jakoś oswoić, wziąć go na spacer na luźnej smyczy, piszę o nim ze spokojem, że to naturalny stan umysłu, który pozwala nam ogarnąć trudny i ciężki otaczający nas świat. „Jest czas radości i jest czas smutku, czas budowania i burzenia,…