Dawno nie byłam „u Heńka” – myślę sobie przerzucając przez ramię plecak choć pusty, to jakby z toną kamieni. Zabieram ze sobą Salomkę, w towarzystwie zawsze raźniej. To nic, że suczka jest kilka dni po sterylizacji, a jej niebieski fikuśny kubraczek, zwany przeze mnie wdziankiem, budzi kontrowersje. Ćwiczyłam dziś długo pozycję wojownika, więc nie straszne mi wścibskie…
Życie na biegunach
O życiu na wsi, o śmierci, o miłości i oczywiście o psach
Coś mnie wzięło na szperanie. Szperam w pracowni, w szkicownikach, w szufladach, pod sufitem, nad podłogą. Szukam nie wiadomo czego, jak to mówi zabawianie Grześ, może wczorajszego dnia? Może, a może nawet czegoś więcej. Szperam w duszy i w ciele, myśli przekładam z kąta w kąt, odkurzam wspomnienia, porządkuje bałagan w głowie i w sercu. Trafiam na różne cuda, zagubione,…
Skończył się za długi weekend, oddycham z ulgą, biorę głęboki wdech. Miejsce, w którym mieszkam pustoszeje, zapada upragniona cisza, wraca stary, dobry rytm. Im dłużej mieszam na wsi, tym bardziej pragnę spokoju, tym dalej mi do ludzi, a bliżej do psów. Piszę to wszystko z potrzeby serca i duszy, piszę, żeby uwolnić się od ciężkich myśli i wspomnień, piszę, żeby dać…
W Muzycznej Owczarni trwa majówkowe szaleństwo, drewniane bale pękają w szwach, wszystko huczy, wszytko gra. Tłumy przelewają się przez betonowy most, flesze strzelają, selfie krążą światłowodem, psy pobudzone jeżą grzbiety, popisują się, walczą o obce pieszczoty, prężą jędrne łapy i błyszczącą sierść. Duma mnie rozpiera, jak podglądam to moje niesforne stado przechadzając…
Obudził mnie dziś potworny lęk. Lęk, że tam nic nie ma, że to wszystko bez sensu, że po drugiej stronie jest tylko czarna pustka, niema otchłań, przerażające nic. W sytuacji, w której się znalazłam trudno nie myśleć o sensie istnienia, tajemnicy śmierci, trudno nie zadawać pytań, nie bać się, nie szukać gdzieś między jeszcze tu, a może już tam. I choć często myślę, że…
Chłodny poranek, ptaków śpiew, konie na padoku, górki, pagórki, strumyki, potoczki. Taki wybrałam krajobraz na życie, myślę sobie odganiając wielkie ciało Kamyka wiecznie spragnione pieszczot i miłości. Już dobrze chłopaku, mówię, nakładając do miseczki wołową porcję od serca. W karmniku pod dębem rodzi się nowe życie, bazie łaskoczą oczy, a rosa gołe kostki wystające…
Wyskakuję jak oparzona z auta, bo psy drą się na całą wieś. Nie ma co prawda jeszcze dwudziestej-drugiej, ale o tej porze większość sąsiadów już śpi. Wydaję kilka komend, ale nie działa żadna z nich. Wbiegam do mojego pokoiku z jaskółką i zrzucam z siebie czarną sukienkę. Bardzo dawno nie miałam na sobie sukienki, myślę sobie wciskając się w pośpiechu w brudny dres.…
Na pewno większość z Was oglądała ten romantyczny film o bezsenności, która może być lekiem na całe zło, która nie przynosi zmęczenia, a dodaje mocy, dodaje skrzydeł pod osłoną nocy. O romantycznej miłości, o historii pięknej, idealnej z happy endem, z Meg Rayan wtedy jeszcze z twarzyczką naturalną bez zbędnych wypełnień. Z fryzurą lekko zwichrowaną, którą tak często…
Niestety z tego wszystkiego zaczęłam palić. No może nie palić, ale podpalać, z nerwów, dla towarzystwa, na złość sobie i innym. W związku z tym jestem na siebie wściekła. Ruszam więc tę złość przegonić w las, ruszam na ostatni zimowy trening. Biorę tylko cztery psy, co to dla mnie, myślę sobie, przecież w tym roku turystów woziłam „szóstką”, więc Kora, Salome, Kamyk…
Dziś moje kochane pieski nie mogę Was zabrać ze sobą, choć bardzo nad tym ubolewam. Dziś ruszam w pewną podróż, na którą właśnie nadszedł najlepszy czas. Pakuję aparat i suchą bułką, pakuję do auta Sylwię i Klarę i machając pieskom na pożegnanie, wpatrując się w ich smutne, pełne niepewności oczy, przejeżdżamy przez potok zostawiając za nim nasze troski i kilka lat.