Wieczór sylwestrowy spędzam w szpitalu. W poczekalni, w rejestracji, w mrocznej metalowej windzie, w której brakuje przycisku „na tamten świat”, w kolejce, wśród połamanych, podłamanych, chorych i cierpiących, przy nadziei, bez nadziei. Odsyłają mnie całe szczęście na tyle szybko, że zdążam jeszcze zanurzyć wargi w ruskim szampanie. Po powrocie do domu trzęsę pidżamą…
Życie na biegunach
O życiu na wsi, o śmierci, o miłości i oczywiście o psach
W grudniowym amoku ciężko o czas, a co dopiero o natchnienie. Długo wpatruję się w czysty, jak świąteczne okna i biały, jak karta papieru monitor, zanim wystukam ciężkich kilka zdań. Mam w końcu swoje upragnione miejsce do pisania. Biureczko na stalowych nóżkach, falujące pagórki za oknem, pomrukujące psy na biegunach, trzask palonego drewna.
Czytaj więcej
Ciężka głowa Dejzi bezwładnie opada na moich otulonych zbyt obcisłymi leginsami udach. Miałam właśnie poćwiczyć, ale zamiast tego leżę prawie nieruchomo na zimnej podłodze i gładzę miękką sierść mojej wilczycy. Kiedyś marzyłam o nowoczesnym mieszkaniu z podgrzewaną podłogą, a dziś wzdycham do lodowatych paneli, sosrębu i kamiennej studni.
Czytaj więcej
Nareszcie, myślę sobie upychając kolanem polarową bluzę, która nie chce się podporządkować rytmowi pakowania. Spoglądam na listę „nie zapomnieć” i odhaczam ostatni punkt, ten który powstrzymywał mnie, by zamknąć za sobą drzwi.
Hej, cieszysz się? Jedziemy przecież na Północ, nareszcie, mówię do niego, ale chyba w duchu, bo nie słyszę…
Nie poszłam w tym roku na wybory i wiem, że pisząc o tym narażam się wielu z Was. To nic, trudno, regularnie trenuję narażanie, więc niech będzie to kolejna z prób. Ostatnimi czasy dokonałam kilku ważnych wyborów, od których zależy więcej niż od tego, co wpada do urn. Poza tym od urny niedaleko do trumny, a to ciągle niesie cierpki smutek i ostry jak chilli ból. Egoistka…
Na drewnianej, starej jak świat, podłodze leżą trzydzieści cztery paczki z Ikei i pewnie mają niezły ubaw widząc nasze przerażenie. Ikea jest super, wie o tym każdy, kto choć raz wybrał się tam na zakupy, wypchał drobiazgami, stoliczkami, lampionikami za jedyne 4,99 błękitną i wielką, jak ocean torbę, a ostatecznie stanął jak wryty przy kasie modląc się, by w panice…
Sobota jest zawsze dniem porządkowania myśli. A może tylko pretekstem, by naprawdę nie sprzątać? Jeszcze mieszkając i żyjąc w Warszawie doświadczyłam tego, że w wolnym od pracy dniu dochodzą do głosu myśli, uczucia, emocje, które zostawiamy na poboczu pędząc od poniedziałku do piątku, w korkach, w tramwajach, w kapeluszach. Ja mam to szczęście, że nawet stojąc w długim…
Obiecuję sobie, że mimo braku czasu na to, co ważne, znajdę go choć tyci tyci na regularne pisanie. Nie pamiętam, żebym w ostatnich dniach grzała grzbiet pod kraciastym kocem, jak koń pod wełnianą derką, sącząc ziołową herbatę z cierpkim imbirem. Od kiedy pracuję w Zakopanem tygodnie lecą jak liście z drzew, wieczorów nie starcza na czytanie, poranki za krótkie na ćwiczenie…
Słońce odważnie przedziera się przez błękit wrześniowego nieba, kiedy ja siadam na ganku mojego nowego domu. Na drewnianym stoliku, w popołudniowym wietrze suszą się zebrane rano prawdziwki, podgrzybki i rydze. Prężę moją, i tak już dość długą, szyję w kierunku złotych promieni i szczypię się co jakiś czas w piegowate przedramię, by upewnić się, że to nie sen. Wiarygodności…
Nadeszła ogromna chwila zwątpienia. Nadeszła jak burza z piorunami, jak chłodny letni deszcz, jak gęsta poranna mgła, co zasłania runo, a źdźbła odsłania. A że, zwątpienia lubią chodzić parami nadeszła z nim wielka jak tornado złość. Złość kotłująca się, jak fale na sierpniowym morzu, jak lawina pędząca bez kontroli, jak płachta czerwona, jak naga dusza, jak dziki wiatr.…