Dziś słowo o śmiadomości bycia wielką wartością. O byciu sobą, o byciu dla siebie, o troszczeniu się o siebie niczym czuła matka, przyjaciółka od serca, ze sobą za pan brat.
Dam sobie grzywkę obciąć, że większośc z Was nie potrafi szczerze i otwarcie stanąć przed lustrem w wymiętej, jak psu z gardła piżdżami i powiedzieć sobie prosto w opuchnięte od płaczu lub kaca oczy – jesteś super, lubię Cię, albo chociaż – jesteś ok.
Nie trzeba być Kolumbem czy Eichelbergerem, by odkryć dziś wielki ląd naszej zaburzonej samooceny.
Większośc z nas karci się i chłosta, bo samodyscyplina, rygor, reżim „pomagają” nam być lepszymi lub przynajmniej correct. Och, ile czasu i energii wkładamy w to, by udowodnić to innym, to sobie tę niepodważalną wartość, by poprawić swój wygląd, wysmuklić talię, wygładzić zmarszczkę, zrzucić kilka kilo, podnieść młodą brew.
Dziś, jeśli w mig chcesz poczuć się lepszą, lepszym aktualizujesz zdjęcie profilowe, nakładasz filtr na poranną kłótnię, piszesz instastory, które tylko lekko odbiega od story, które masz.
Och, dziękuję Ci Panie za te mądre książki, za filozofie buddyjskie, za medytację, jogę, mindfullness, psychoterapię, afirmacje, tu i teraz, dzięki temu prawie uwierzyłam, że jestem wielką wartością, że jestem cudem nawet z pryszczem, że jestem najlepszą wersją siebie, kiedy krzyczę w poduszkę albo kąpię się w wannie łez.
Zamiast patrzeć w lustro i tłuc, jak tłuczkiem schabowego złote myśli, patrzę w oczy czekoladowe, czekoladowe, od których tyle już razy oszalałam i zadaję sobie pytanie, spisując co mi w myślach łka.
Czy moje psy pragną, by je wychwalać, klepać je po psich pleckach i powtarzać im do znudzenia jakie są piękne, mądre, zdolne, lepsze od innych, szybsze niż konkurencja, zgrabniejsze niż pies sąsiada? Czy czekają na moją aprobatę i kolejną pochwałę powtarzając sobie w duszy ” bez względu na to co powie, z każdym oddechem kocham swoje psie wnętrze jeszcze bardziej”. O zgrozo, nie!
Ileż są szczęśliwsze od nas nie porównując się do siebie nawzajem. Ileż im lżej na tym psim grzbiecie i padole, że nie poddają w wątpliwość swojej wartości. Wyobraźmy sobie taką Kailan, srebrną jak księżyc alaskankę w sile wieku, która zerka spode łba na młodziutką, rodowodową Salomkę, a w głowie jej dudnią myśli – „czemu nie jestem jak ona, taka rasowa, piękna jak modelka, czemu futra nie mam lśniącego jak tafla jeziora, puszystego jak bazie? Stosuję przecież tę samą dietę, biegam regularnie, śpię osiem godzin, w czym jestem gorsza, czemu do niej lgną dzieci, czemu z nią chcą selfie, snapa, sweetfotkę, na jej widok piszczą i robią głupie dziubki?”. Och, Kailan, jak smutne byłoby twoje życie, gdybyś myślała ludzkim głosem. Och, Salome, jak dobrze, że nie unosisz się dumą i nie zadzierasz husky noska, jak niejedna z ludzkich dam.