Siedem żyć

26 July, 2019 admin

Ależ pięknie to wszystko wygląda, taka sielanka, spokój, cisza, miód malina. Zdjęcia aż kipią szczęściem, uśmiechy od ucha do uhaha. Poranki jak malowane, wieczory jak z obrazka. Można pozazdrościć, można się rozmarzyć, życie jak w Madrycie, można rzec. A tymczasem na trzecim planie, w kuluarach, za kurtyną – kurz, pod dywanem, pod stołem kryją się małe smutki, wielkie tajemnice, które światła nie lubią zbyt wiele, którym półmrok służy wiernie, które udają, że ich nie ma, a są. I już ich miałam nie ruszać, nie tykać, unikać. Tak ładnie jest przecież na tym zdjęciu, na polu, takie słońce radosne, pełne, bez filtrów. Ale nauczona doświadczeniem, terapią, jogą, oddechem, przyglądam się temu, co mi w oczy nie patrzy. Choć bardzo to nieprzyjemne, boli, parzy, kopie, straszy. Napiszę o tym, a co, może zniknie, albo ulgę przyniesie.

Szczeniaków urodziło się siedem, szczęśliwe siedem, jak każda siódemka jest szczęśliwa, jak 77 rok urodzenia męża mojego kochanego, jak 17 rok Jego śmierci, jak 17 dzień Jego odejścia. Przesądna nie jestem, więc cieszę się z tych siedmiu, jak z każdego mojego dziecka nienarodzonego. Dopieszczam jak swoje, niańczę jak własne, karmię jak matka, nie śpię jak w połogu. Trzeciego dnia Uda łapkę kładzie niezdarnie, niechcący i jedna z suczek, mała czarna kruszynka oddech traci, życie z niej ucieka. Grześ niczym tata najprawdziwszy, ojciec stada, samiec alfa, rzuca się do pyszczka Fredki, usta-usta, masaż serca małego jak ziarnko grochu, ja płaczę, modlę się, krzyczę – Stasiu zrób coś, przecież widzisz, że barki wątłe zniosły już tyle, co miały znieść. I po godzinie wraca tętno. Zwariowali ktoś powie, na głowy im padło, bo swojego nie mają potomstwa.

Dwa miesiące każdego dnia i w nocy czuwamy za dwoje, by się nic żadnemu nie stało, by Fredka wbrew upiornym planom losu żyła, chodziła, oddychała, jadła, bawiła się, spała. I z tym chodzeniem, to jej nie wychodzi zupełnie. Przestała chodzić właściwie, kiedy reszta szczęśliwej siódemki biega, skacze, figle, susy. Ależ ona by chciała jak tamci do miseczki pierwsza, na trawkę najszybciej, tylko nóżki nie niosą, choć chęci za siedem.

O eutanazji słyszeć nie chcę nawet, choć lekarze nie dają nadziei za grosz. Na chusteczkę pieska haftowaną, co ma cztery rogi i po kroczku do przodu w bólach, piskach i łzach. Czy źle robię, że wbrew wszystkiemu i wszystkim, czy pomagam jej czy szkodzę, co mówią oczka jak węgielki, że walczyć chcą ze mną, czy że może pragną spokoju, tęczowego mostu, psiego nieba, pancia daj już spokój, nie za wszelką cenę, to boli, już dość?

Łez mam zapasy więc w chusteczkę smarkam, co ma cztery rogi i z Fredką przemierzam centymetry traw. A im bardziej reszta rośnie, im bryka bardziej i fika, tym bardziej maluszek w tyle macha ogonkiem. Ale macha dzielnie, uszka stroszy mądrze i szczeka zawadiacko, więc ćwiczymy, masujemy łapki, olejem smarujemy poduszki jak orzeszki, pazurki jak igiełki, rowerek bierny w tył i w przód, a ona drepcze niezdarnie zatopiona w chusteczce, ja w chusteczkę łkam.

Jedni mówią, że nie ma nadziei, drudzy, że się łudzę, trzeci nic nie mówią, ale myślą i wolę nie wiedzieć co. A ja leżę na zielonej trawie, albo w kucki z Fredką nadwyrężam grzbiet i coś mi szepcze z góry, że to małe czarne to ma siedem żyć. I nagle cztery wątłe łapki łapią pion, a cztery nóżki jak u sarenki robią pierwszy krok. Nie dowierzam, łzy przecieram, wołam tatę, znaczy Grzesia, patrz mój miły znowu cud.

Fredka chodzi po swojemu, pod prąd, wbrew. Niczego się nie lęka, w niczym gorsza od innych, choć od innych różni się jej krok. Nie straszny pies większy, próg jak przepaść, burza z gradobiciem, nie straszne upadki, potknięcia, fikołki.

Straszne tylko ludzkie zwątpienia, słowa jak igiełki, wiary brak.

  • Psia ciąża
  • Psie zaprzęgi - treningi i szczeniaki
  • Nasze słodkie szczeniaczki
  • MAMY PARTNERA
  • Kulig z psami, czy zaprzęg z psami?  
  • Zadzwoń i zarezerwuj Zadzwoń i zarezerwuj +48 608-640-446