Na kilka dni przed spotkaniem budzi mnie niepokój, zimny pot i nos. Dżinsowe oczy Kory odbijają światło poranka. W myślach obiecuję tej poczciwej, zasłużonej suni przejażdżkę w siny las. Leniwie wstaję z miękkiego jak chmurka łóżka i znów nie dowierzam, że mam swój ogród, furtkę na skobelek, stodołę, swój dom. Jedną ręką odgarniam ciężkie lniane zasłony, drugą lekką blond grzywę. Obolały kark zdradza ciągle jeszcze niespokojny sen. Wyglądam przez okno i szybko zapominam o nocnych marach. Oślepiający blask słońca i świeżutki, aksamitny puch tworzą najpiękniejszą porę roku, tę która uspakaja krajobraz, przykrywa smutki, chłodzi rozpalony umysł.
Czy moja skromna, zwykła, biała jak dama zima może równać się z tą, którą widział Nieznajomy? Z zimą między siedemdziesiątym a osiemdziesiątym równoleżnikiem? Czy Nieznajomy jest miły i dowcipny, a może szorstki i poważny? Czy mówi równie ładnie, jak pisze, czy przypomina któregoś ze swoich bohaterów? Jest wysoki czy niski, zwinny czy niezdarny, woli koty czy psy? Właściwie nic nie wiem o człowieku, który ma mi złożyć wizytę. Powinnam się tym przejmować, czy zdać się na spontaniczność i los?
Zwijam zaspaną fryzurę w poranne kukuryku, zarzucam na wątłe ramiona blezer w stylu koc. Wsuwam wiecznie zimne stopy w baranie kapce i już jestem gotowa na czołowe z nowym dniem.
Przy kawie snujemy plan, jak najlepiej zorganizować nadchodzące spotkanie. Co zrobić by wszystko wypadło swobodnie i bez zadęcia? Przywitać Go jak starego kumpla, podać mu na powitanie dłoń, rzucić na wiatr zgrabne „dzień dobry” czy luźne „hej” ? Zwracać się do nie go po imieniu, a może per „pan”? On sławny, znany, nagradzany w roli mojego ucznia? Ja w roli samej siebie w obliczu kamery, na planie? Co z tego, że znam kulisy reklamowych produkcji, filmowy żargon „klaps”, „setka”, „off”. Rozpisujemy na kartce skład zaprzęgu, którym wezmę Go na pierwszą przejażdżkę. Analizujemy Jego osobę w mediach, w Internecie, zastanawiamy się jak On odnajdzie się w naszym domu, w naszym świecie wśród naszych przyjaciół – psów. „Całkiem przystojny gość” – wtrącam między łyk a kęs, jednocześnie żałując wypowiedzianych słów. „Nie zmieści się w Twoich sankach, zobaczysz” – spada jak grom riposta, a ja uśmiecham się w duchu na myśl o męskiej dumie i rywalizacji, która rozegra się tu na dniach. Wertuję jeszcze raz Jego ostatnią powieść, czytam po kilka razy felietony próbując rozgryźć tego człowieka zanim stanę z Nim na jednych saniach lub twarzą w twarz. Widział psie zaprzęgi w naturalnym dla tej dyscypliny krajobrazie, Spitsbergen zna jak własną kieszeń, zapewne zorza polarna już mu spowszedniała, kiedy jak widzę ją ciągle tylko w tych lepszych snach. Czuję się onieśmielona spotkaniem z kimś takim, kiedy sama drżącymi dłońmi próbuję sklecić kilka zdań. Może to dla mnie jakaś szansa, może nowy rozdział w ciągle nienapisanej książce, w życiu na biegunach? A może wycofać się z tego wszystkiego i schować głowę w sianie, póki jest jeszcze czas?
Coś jednak skłania mnie, by zaryzykować, zmierzyć się ze swoim lękiem, tym całym zamieszaniem i spotkać się z człowiekiem z pierwszych stron gazet. Zaprosić Go do mojego świata, który wreszcie zaczyna się układać, tak ja bym tego chciała ja. Może ten Nieznajomy zdradzi mi receptę na dobrą powieść, skoro tę na miłość już nam? Może zabierze nas pod biegun? A może Tofik Go obsika, Kamyk złamie kciuk lub nos, reszta psiego zaprzęgu poniesie w najszczersze pola i nasza znajomość skończy się szybciej niż zacznie? Lawinę niekończących się myśli przerywa skowyt wygłodniałego stada. Czas dobrze zmęczyć towarzystwo i przetestować kilka manewrów, które mogą się przydać w tym wielkim dniu.
Na godzinę przed Jego przyjazdem, choć wydawałoby się w pewnej gotowości, zupełnie nie jestem sobą. Nerwy odbierają mi pewność siebie i dawny luz. Zazdroszczę swobody moim psom, które jak zwykle lepiej niż ja zdają każdy test. Chciałabym być opanowana jak Kailan, bystra jak Dejzi, beztroska jak Kamyk i niestrudzona jak Alf. Tymczasem czuję się jak mała Kasia przed egzaminem z fortepianu, w schludnym bolerku, aksamitce we włosach, z przerażonymi oczami jak węgielki, spoconymi dłońmi i pustką w głowie. Grześ i psy dodają mi otuchy. Mój dom, choć krótko mój, stoi za mną drewnem i murem. Kiedy w furtce staje On. O cholera, ale ładnie się ubrał, zdecydowanie zbyt schludnie jak na spotkanie ze sforą osiemnastu psów.
Kim okazał się Nieznajomy, z którym stanęłam przed kamerą i na sankach? Jak ostatecznie przywitałam mojego Gościa, jak On zareagował na psy na biegunach, jak one przywitały Jego i jaki był finał spotkania w Podwilku, dowiecie się już 16.04 o 20:00 na swojadroga.onet.pl!