Wybory

30 October, 2018 admin

Nie poszłam w tym roku na wybory i wiem, że pisząc o tym narażam się wielu z Was. To nic, trudno, regularnie trenuję narażanie, więc niech będzie to kolejna z prób. Ostatnimi czasy dokonałam kilku ważnych wyborów, od których zależy więcej niż od tego, co wpada do urn. Poza tym od urny niedaleko do trumny, a to ciągle niesie cierpki smutek i ostry jak chilli ból. Egoistka – ktoś powie. Może. Ale przecież zdrowy egoizm czy raczej pełna odpowiedzialność za jakoś swojego życia, są pochodną szczęścia. Stawiam więc tu wielki, symboliczny krzyżyk i słyszę za oknem skowyt psów. Wszystkie zgodnie oddają na mnie głos. Wybrałam szczęście. Haha, świetny moment na rok po śmierci męża, wariatka pomyśli ktoś i zakończy tu czytanie, lub zaintryguje go, jak mam zamiar osiągnąć szczęście, po tak wielkiej stracie, wśród górali twardych jak skały, wśród ludzi udających wielkich i tych z małych miast. Za pewne w Warszawie byłoby mi dużo łatwiej, anonimowo, w pędzącym jak meteoryty tłumie, w świecie większej tolerancji. Ale już cię pożegnałam dawno Warszawo, więc nie tęsknij za mną, weź w obroty kolejną ofiarę marszu, niech podąża, jak dawniej ja.

Z sukcesem zakończyłam właśnie okres próbny w nowej pracy i wbrew wizerunkowi stereotypowej blogerki nie rzucam biura dla pisania w domu z widokiem, marzeń wśród pagórków, lasów i psów na biegunach, tych cudnych psów. Trochę szkoda, że nie mogę jeszcze zająć się zabawą w słowa, metafory, zaprzęgami i tuleniem do serca Kamyka, Akitki, Dejzi.. albo lepiej hodowlą lam, jak w reklamie MBanku. Ależ by mi wtedy skoczyły statystyki na blogu, przerosłyby Pałac Kultury albo Giewont, co najmniej jak wtedy, kiedy napisałam pierwszy post.

Kiedyś na twardej, jak dawny sen podłodze, w pozycji kobry czy może wielbłąda, wypłynęła za mnie złota jak obrączka myśl. Może warto zanurzyć się głębiej w wirtualną krainę ze swoim „życiem na biegunach”, może tak emocjonująca, poruszającą serce a szczególnie języki historia warta jest by iść z nią w świat? Całe szczęście wraz ze zmianą asany zmieniłam punkt widzenia i zrozumiałam, jak szybko blog straciłby swoją autentyczność, a pisanie nieocenioną, terapeutyczną moc.

Pracuję więc w biurze, w hotelu i przyglądam się wypoczętym gościom w białych jak mleko szlafrokach, wspominając mój ostatni urlop na południu Francji. Ten słodki jak miód i długi jak wyprawa na księżyc, ten niezapomniany jak pierwszy krzyk.

Mam mniej czasu na pisanie i więcej na myślenie w korkach. Częściej trafiam na rozjechaną kunę, lisa, czy kota, nad każdą z tych ofiar stawiając pytanie, jakie są plany opatrzności, co z tym światem jest nie tak?

Wybieram więc szczęście nie przez uchylanie się od codzienności, nie przez chowanie głowy w mokry od łez piasek. Wybieram taką, a nie inną pracę nie przez prestiż, dumę rodziców czy kolejny szlaczek w CV. Remont starego domu i banda wiecznie wygłodniałych „kundli” dają większą motywację, niż kiedyś grecka sałatka z bryzą czy markowa sukienka ściągająca każdy wzrok. Wreszcie praca ma sens, kiedy busola wskazuje biegun – cel.

A szczęście? Już przecież mam je w kieszeni i pod poduszką, już wiem, jak je chwycić pod rękę, nadałam mu nawet imię, a ono mi nowy tor.

Niech tylko nie zniknie znów z czyjąś kadencją, niech trwa dłużej niż pięć lat, czy rok.

  • Psia ciąża
  • Psie zaprzęgi - treningi i szczeniaki
  • Nasze słodkie szczeniaczki
  • MAMY PARTNERA
  • Kulig z psami, czy zaprzęg z psami?  
  • Zadzwoń i zarezerwuj Zadzwoń i zarezerwuj +48 608-640-446