To było lato, sierpień. Gorące, parne, słoneczne. Radosna pora roku w żaden sposób nie zwiastująca jesiennej tragedii. Nowe pieski przywieźliśmy nocą. Czuwałam z nimi na budzie kilka godzin, zanim zasnęły zagubione i wystraszone po długiej podróży w nieznane. W Kamyku zakochałam się od pierwszego zderzenia, dosłownie, bo pies o mało nie złamał mi nosa okazując swoją…
Życie na biegunach
O życiu na wsi, o śmierci, o miłości i oczywiście o psach
