Niestety czas mimo bólu w krzyżach i kakofonii traum uparcie nie chce się zatrzymać, jak zrobiłby to już dawno podrdzewiały zegarek. Nie chce się tym bardziej cofnąć, choćby o rok. Dziś się postarzałam. Niby robię to każdego dnia, ale w dniu urodzin, jakoś bardziej uwiera metryka. Nie zdążyłam urodzić dziecka przed trzydziestym piątym rokiem życia, jak radziły mądre koleżanki i jeszcze mądrzejsze lekarki. Wielu rzeczy nie zdążyłam, nie zrobiłam, które mogłam, które miałam.
Może jeszcze nic straconego, jeśli tylko dane mi przeżyć kolejnych kilka lat. A ponieważ pojęcia nie mam ile, bo przecież nigdzie nie dostałam gwarancji, że się zestarzeję i pomarszczę, życzę sobie, żeby wykorzystać dany mi czas, jak najlepiej się da. Żyć pełnią i do dna, do sedna i do cna. Żyć dniem całym, od brzasku do miliona gwiazd. Żyć mądrze i spokojnie, romantycznie i rozważnie, z Bogiem i na amen. Mieć siły za dwie, zdrowie jak gniady koń, bystrą głowę i spojrzenie jasne jak śnieg.
Dziś życzę sobie spacerów samotnych, we dwoje i z psem. Życzę sobie ludzi wokół mądrzejszych, życzliwszych, lepszych niż jestem ja, dobrych jak psy, wiernych swoim poglądom, swoim żonom i mężom. Ludzi sobie życzę nie za dużo, bo lepsi są ludzie, jak ich jest mniej. Życzę sobie odwagi w myślach i w słowach, tych wypowiedzianych, tych nienapisanych, życzę sobie, aby murem za sobą stać.
Wtedy może przyjdzie reszta, trochę uśmiechu, nieco miłości, odrobina bezpieczeństwa i cichy kąt. Wtedy może czas się na chwilę zatrzyma, zegar zatyka uprzejmie, może zdrowie przestanie szwankować, może uspokoi się sen. Wtedy może psów będzie więcej, dom się zbuduje z kominkiem na drewno i żal. Może wtedy zmarszczka nie zaboli, starość nie przystoi, wtedy już czas może płynąć w dal.