u Heńka

14 May, 2018 admin

Dawno nie byłam „u Heńka” – myślę sobie przerzucając przez ramię plecak choć pusty, to jakby z toną kamieni. Zabieram ze sobą Salomkę, w towarzystwie zawsze raźniej. To nic, że suczka jest kilka dni po sterylizacji, a jej niebieski fikuśny kubraczek, zwany przeze mnie wdziankiem, budzi kontrowersje. Ćwiczyłam dziś długo pozycję wojownika, więc nie straszne mi wścibskie spojrzenia i najgłośniejsze z szeptów. Naciągnięta jak guma balonowa na zawsze za krótkiej smyczy, ruszam w długą podróż do sklepu za rogiem. Po drodze mijamy kapliczkę św. Antoniego, do którego modlę się często w poszukiwaniu zaginionych kluczy i nie-wiadomo-czego. Dziś nie proszę Go o nic, bo to, co zgubiłam i tak nigdy się już nie znajdzie. Idziemy twardo wzdłuż drewnianego jak spod linijki płotu, przy którym Salomka zatłukła kurę znoszącą złote jaja. Obie udajemy, że już o tym nie pamiętamy. Przechodzimy przez bramę z owczarków podhalańskich potężnych, jak niedźwiedzie polarne i białych, jak pierwszy śnieg. Droga przez wieś to czasami większy wyczyn, niż wdrapanie się na stromy szczyt. Taka myśl przebiega mi przez rozpaloną głowę, kiedy osiągamy upragniony cel.

„U Heńka” tętni wiejskie życie, jak przystało na sobotni wieczór. Mężczyźni strudzeni codziennością szukają ucieczki w kawałku nieregularnego cienia i piwie bystrym niczym potok. Tu można spocząć po ciężkiej pracy, uścisnąć spoconą, przyjacielską dłoń. Tu można znaleźć prawdziwych kumpli i najlepsze trunki, tu można złapać oddech, zapalić fajkę pokoju. Tu można rozniecić konflikt lub ugasić pragnienie. Tu się bywa, kiedy chce się dowiedzieć wszystkiego, albo o wszystkim zapomnieć. Tu zawsze w drzwiach czeka błyskotliwe powitanie właściciela, cięta riposta, dobry żart. O dziwo nie ma kolejki, bo większość klientów pilnuje miejsc na zewnątrz. Jest tylko jeden pan o przeźroczystym, błękitnym spojrzeniu, o oczach bardziej rasowych niż mój pies. Zamieniamy kilka zdań o nieznośnych kleszczach i o niczym, dobrze się gada, bo on mnie nie zna, nie znam go ja.

Heniek, choć na ogół w rubasznym nastroju poważnie podchodzi do mojego zamówienia. Czuję się dopieszczona i zauważona, jak nie czułam się w najlepszej z warszawskich knajp. Kto choć raz zabłądził w te strony, kogo przypadek wyrzucił poza szlak, ten wie, że choć lubię ubarwiać rzeczywistość, nie ściemniam za grosz.

Kilka długich minut zajmuje Heńkowi przejrzenie winnej piwniczki znajdującej się na najwyższej z półek. Wreszcie zadowolony z siebie wydobywa dla mnie lekko zakurzone, złociste El Sol. „Przecież nie dałbym Pani byle czego”- uśmiecha się krojąc przez pół jędrny bundz. W tym czasie w sklepiku robi się tłoczno. Grupka niemieckich turystów, ktoś znajomy, hrabia Stadnicki, Salomka no i ja. Pakuję niezdarnie zakupy jedną ręką już na zewnątrz, tam gdzie ciągnie mojego psa. Świeży owczy ser puszcza soki, pachnie i korci.

Wracamy z plecakiem jakby lżejszym o kilka ton, z uśmiechem razy dwa. Antoni w kapliczce już nie taki blady, owczarki złagodniały, szczebelki w płocie trzymają fason i pion.

Gdybym była mężczyzną zostałabym na dłużej „u Heńka”, sączyłabym zimne piwo w oparach dymu i potu, a nie dźwigała samotnie El Sol.

  • Psia ciąża
  • Psie zaprzęgi - treningi i szczeniaki
  • Nasze słodkie szczeniaczki
  • MAMY PARTNERA
  • Kulig z psami, czy zaprzęg z psami?  
  • Zadzwoń i zarezerwuj Zadzwoń i zarezerwuj +48 608-640-446