To nie tak jak myślisz, piesku..

07 May, 2018 admin

Skończył się za długi weekend, oddycham z ulgą, biorę głęboki wdech. Miejsce, w którym mieszkam pustoszeje, zapada upragniona cisza, wraca stary, dobry rytm. Im dłużej mieszam na wsi, tym bardziej pragnę spokoju, tym dalej mi do ludzi, a bliżej do psów. Piszę to wszystko z potrzeby serca i duszy, piszę, żeby uwolnić się od ciężkich myśli i wspomnień, piszę, żeby dać upust kotłującym się emocjom, które mimo wielkiej próby uporządkowania kłębią się między sufitem a podłogą, w kurzu i bałaganie. Nie wiem skąd we mnie potrzeba publikowania myśli, skoro tak pragnę ciszy. Paradoksalnie, a może zwyczajnie, mój blog prowokuje lawinę pytań i rozpoczyna nowe wątki. Dostaję mnóstwo wiadomości, współczucia, pochwał, zaskoczenia.

Kilka dni temu przyjeżdża do mnie dziewczyna. Wcześniej przychodzi od niej wirtualny liścik, że pamięta mnie jeszcze z Warszawy, jak potem się doliczamy sprzed 8 lat. W pierwszej chwili zupełnie jej nie poznaję, a potem wyrywamy się z zatłoczonych Jaworek tam, gdzie poza naturą nie ma już nic. Spacerujemy po turkusowych łąkach, twarze pali nam suchy wiatr. Tak dawno nie padało myślę, a po jej policzkach spływają łzy. Rzuca mi się na szyje wzruszona moją historią zbudowaną z interpunkcji, spacji i słów. Opowiada mi o swoich doświadczeniach, o tym co nas łączy, że gdzieś w między czasie stworzyła się więź.

Zupełnie nie wiem, jakim cudem daję coś innym, skoro sama często rozpaczliwie pragnę pomocy.

Filigranowa, nienaturalna blondynka, Warszawianka z kości, ale nie z krwi. Po trzydziestce i po przejściach ta, która rzuciła stolicę, korporację, reklamę, ulubione kafejki, spacerki po wiślanych bulwarach, centra kultury i galerie handlowe, mieszkanie studenckie, jasne i bezpieczne, przyjaciół, rodziców, siostrę i stare sny. Ta, co nieregularnie ćwiczy jogę, nie ma stałej pracy, je co popadnie, niekoniecznie zdrowo i ekologicznie, gotuje rzadko, albo wcale, czyta trzy książki naraz, słucha koncertów zza ściany, ptaków śpiewu, łzy roni w psią sierść.

Szczerze? To inaczej wyobrażam sobie bohaterkę, od której chciałabym czerpać super moc. Ale ponieważ nie umiem kreować fikcji, nie potrafię pisać o czymś, czego nie było, czego nie doświadczyłam, czego nie przeżyłam, to piszę, jak jest.

Zwykle w chwilach ciężkiej melancholii udaję się do psów. Pierwsze sekundy nigdy nie są kojące, bo na wybiegu szał, pisk i kły. Ale potem jest już tylko lepiej. Ciężki łeb Kamyka spoczywa na moich drżących kolanach. Zamykam zmęczone oczy, a pod palcami czuję aksamitną sierść. Kailan nachalnie domaga się pieszczot wciskając pyszczek, gdzie się tylko da. Salomka jest podejrzanie grzeczna. Skacze mi na ramiona i głęboko spogląda w oczy, jakby chciała znaleźć w nich wytłumaczenie dla wczorajszego spokoju i dzisiejszych trosk.

To nie tak jak myślisz, piesku, mówię, nie jestem smutna, nic mi nie jest, po prostu czasami dobrze upuścić kilka łez, zanim przyjdzie prawdziwy deszcz.

  • Psia ciąża
  • Psie zaprzęgi - treningi i szczeniaki
  • Nasze słodkie szczeniaczki
  • MAMY PARTNERA
  • Kulig z psami, czy zaprzęg z psami?  
  • Zadzwoń i zarezerwuj Zadzwoń i zarezerwuj +48 608-640-446