Bajka o bezrobociu

24 April, 2018 admin

Chłodny poranek, ptaków śpiew, konie na padoku, górki, pagórki, strumyki, potoczki. Taki wybrałam krajobraz na życie, myślę sobie odganiając wielkie ciało Kamyka wiecznie spragnione pieszczot i miłości. Już dobrze chłopaku, mówię, nakładając do miseczki wołową porcję od serca. W karmniku pod dębem rodzi się nowe życie, bazie łaskoczą oczy, a rosa gołe kostki wystające zza krótkich spodni. Ręce drżą, serce wali, w głowie kotłują się myśli, wspomnienia, obawy, nadzieje. To przez tę rozmowę o pracę, wiesz Kailan? Kailanka spogląda na mnie pytająco, jakby chciała wiedzieć, czy w związku z tym dostanie do wylizania wiaderko. Oczywiście, że tak, w końcu dziś wielki dzień. Zamykam część piesków w kojcu, reszta zostaje na wybiegu. Zakładam czarną sukienką z falbanką i nakładam na policzki perłowy róż. Zarzucam na ramię moją ulubioną torbę pełną zbędnych bibelotów, talizmanów, długopisów i piór. Przejeżdżam przez niezniszczalny, wieczny, niemy, betonowy most.

W lusterku zostawiam odbicie domu pod dębem. Na ganku siedzi Wietek i wpatruje się w to, w co jeszcze przed chwilą wpatrywałam się ja. Na jego chudych barkach spoczywa popielaty blezer, blezer, który Staszek tak bardzo lubił nazywać kardiganem. Przy stopach Wietka czuwa Biszkopt. Pies, który przybłąkał się tutaj tej samej wiosny, której przybłąkałam się ja. Pies, który podobnie jak ja, mimo złych doświadczeń, rozczarowań, kilku stoczonych w życiu walk, niezabliźnionych ran zaryzykował, zaufał z nadzieją, że wreszcie znajdzie dobry dom.

Odmawiam cichą modlitwę, dziękuję, przepraszam, proszę i podążam robiąc w duchu rachunek zysków i strat. Tu, w miejscu, w którym mieszkam właściwie nikt nie wie, co znaczy być copywriterem, mało kto wie, na czym polega mój zawód, na czym polegała praca w kreacji, o co chodzi z tym portfolio, pisać przecież może każdy, to co robię jest zupełnie zbędne, a już na pewno nie tyle warte, ile mnie się czasami wydaje, że jestem warta ja. Już dawno spokorniałam, już dawno zapomniałam o warszawskiej pensji, o lunach, brunchach, drogich winach, multikinach, maxi, modnym mini, markowych ciuchach i wakacjach z palemką. Dziś marzą mi się stare drewniane sanki, prawdziwy miód z dobrej pasieki, manicure owszem, ale od święta, dziś marzy mi się spokój, cisza, dobre serce, ciepły piec, bieżąca woda, cztery kąty, osiem łap. Bez pracy jednak nie ruszę z miejsca, nie ziszczę snów o większej działce, domu na wzgórzu, drewnianym płocie, kaflowym piecu, starym terenowym aucie, o kolejnych psach. Chowam więc jeszcze głębiej warszawską dumę i przyzwyczajenia, tłamszę resztki pychy i cieszę się tym, co mi dane, co mam.

Przez tę garść dni milczenia wpada mi kilka zleceń, ktoś prosi o dobre słowo, ktoś inny o parę zdjęć. Już snuję w myślach plany o swoim nowym miejscu do pisania. Już widzę purpurowe niebo zza ekranu laptopa, a na klawiaturze nowy kurz i starą sierść. Już czuję zapach skoszonej trawy, słyszę szczekanie nowych psów, trzask palonego drewna. Już jestem myślami bogatsza o nowe doznania, nowe przeżycia o kolejne szczyty zdobyte czy niezdobyte. Już wiem, że ta bajka mimo tylu trudnych rozdziałów jeszcze się nie kończy. Już wiem, że jeśli chcę dalej trwać w tym pięknym trudnym miejscu, to muszę przerzucać ciężki kartki, czy jest w nich słońce, czy w oczy wiatr.

  • Psia ciąża
  • Psie zaprzęgi - treningi i szczeniaki
  • Nasze słodkie szczeniaczki
  • MAMY PARTNERA
  • Kulig z psami, czy zaprzęg z psami?  
  • Zadzwoń i zarezerwuj Zadzwoń i zarezerwuj +48 608-640-446