Wyskakuję jak oparzona z auta, bo psy drą się na całą wieś. Nie ma co prawda jeszcze dwudziestej-drugiej, ale o tej porze większość sąsiadów już śpi. Wydaję kilka komend, ale nie działa żadna z nich. Wbiegam do mojego pokoiku z jaskółką i zrzucam z siebie czarną sukienkę. Bardzo dawno nie miałam na sobie sukienki, myślę sobie wciskając się w pośpiechu w brudny dres. Skomlenie zza okna przypomina mi, że w kojcach panuje głód. Moje pieski przyzwyczajone do stałej pory kolacji ostentacyjnie skarżą się i komentują moją długą nieobecność.
To była wystawa Twojego pana mówię do Dejzi ocierając jej oczka z krwawych łez. Zastanawiam się, czy rozumie, czy czuje na mnie zapach Jego rzeźb, a ona podnosi bystro łebek i wpatruje się we mnie sowimi mądrymi, brązowymi ślepiami. Obiecuję Ci miejsce przy domu, na ganku, przy kawie, mój Ty wyjątkowy psie. Reszta szaleje obojętna na to, gdzie byłam, co robiłam, one po prostu chcą wreszcie jeść. Kadłubki fruwają w powietrzu, Kamyki wylizują wiaderko i siebie, Salomka gania za tenisową piłką, Akitka obrażona, nadrabiamy tęsknoty czas. Tulę się do miękkiej, jak aksamit sierści Kailan i analizuję dzisiejszy wieczór, tak inny niż wszystkie pozostałe.
To pierwsza wystawa, na której byłam sama, bez Niego, a wystawa o Nim. Pasiak stał dumnie pośród tęczowych, kolorowych pastelowych prac. Pasiak dojrzały, pełnoletni, a w nim zaklęta kolejna tajemnica, pierwsza miłość, urwane telefony, niedokończone sms’y, w nim pełnia, w nim brak. Spaceruję między alejkami z brązu, płótna i drewna i nie znajduje tego, za czym tęsknię. Podsłuchuję niechcący obce komentarze „on nie żyje, ten artysta..” i mam ochotę przyspieszyć czyjąś interpretację, mówiąc o czym tak naprawdę była jedna z prac. Ale ostatecznie wszystko to zachowuję dla siebie. Obserwuję, daję sobie spokój, daję sobie czas.
Wspomnienia odchodzą z dymem to moim, to jej. Jest zdecydowanie za ciepło na tę porę roku, myślę sobie przysłaniając sukienką nagie kolano. Wiosno nie umieraj, tylko nie Ty.
Wracam samotnie te ostatnie kilka kilometrów, słucham audiobooka Alice Munro i uciekam myślami w daleką przyszłość, która nadjedzie, albo nie. Po wielkiej stracie nic już nie jest pewne, myślę sobie, może tylko radość Kamyka, smutne oczy Dejzi i na czarnej sukience biała sierść.