Strasznie się boję, że odejdzie zima… Co prawda mówią o tym w prognozach już od tygodnia, a półmetrowe sople dalej zdobią wejście do Owczarni, ale i tak strach, że to koniec. Że nagle zrobi się szaro, mokro, że kalosze, że deszcz i wiatr. Więc prosimy zimo, nie odchodź.
W tym roku wyjątkowo długo czekaliśmy na biały raj. I jak już spadł wreszcie ten wyczekany śnieg, jak zrobiło się zimno, czysto i spokojnie, to mogłoby już tak zostać na wiele lat. Zimą nasze psy na biegunach czują się najlepiej i choć alaskanom czasami brakuje futerka, to i tak na pewno od chlapy wolą mróz. Można wreszcie odkurzyć sanie, zimowy zestaw szelek, wyścielić pieskom budy słomą, wyciągnąć ze starej skrzyni najcieplejsze buty, a schować przeciwdeszczowy płaszcz. Można tarzać się z psami do woli, wpuszczać je do domu, do łóżka, a odkurzacz może spokojnie zapadać w zimowy sen.
Ale jeśli Barbara i Andrzej mają rację, że idzie halny, że za chwilę wiatr zmiecie nam całą radość psich zaprzęgów, że zabierze ze sobą mroźne noce i zimowy krem, to trzeba mieć jakiś plan b. Trzeba odkopać cztero-kołówy wózek, quada i hej. Trzeba znów dać się ochrzcić Sylwii mianem "pani błotko", pogodzić się z kałużami i dłuższym dniem.
I chodź lubimy wiosnę, to póki co droga zimo, nie odchodź, daj się nam jeszcze tobą nacieszyć, bo jak jest tak pięknie, biało, to i na duszy lżej.